W niedzielę, 14 grudnia, w sklepach sieci Kaufland planowany jest dwugodzinny strajk ostrzegawczy. Pracownicy zapowiadają, że jeśli rozmowy płacowe ponownie zakończą się fiaskiem, dojdzie do strajku generalnego. Konflikt o wynagrodzenia i warunki pracy narasta od tygodni.
Walka o godne płace
Związkowcy domagają się podwyżek o 1,2 tys. zł brutto, co pozwoliłoby kasjerom zarabiać około 6,5 tys. zł brutto miesięcznie. Obecnie pensje w Kauflandzie sięgają średnio 5,3 tys. zł brutto, a różnice między pracownikami wynikają głównie ze stażu pracy. Spór o pieniądze ma jednak głębszy wymiar – to walka o uznanie wysiłku pracowników, którzy czują się niedoceniani. W niedzielę o godzinie 12.00 pracownicy mają opuścić stanowiska, by wyrazić sprzeciw wobec polityki firmy.
Napięcia wśród załogi
Związkowcy podkreślają, że oprócz kwestii finansowych domagają się także poszanowania praw pracowniczych i związkowych. Niektórzy działacze mieli otrzymywać mniej korzystne grafiki czy doświadczać presji ze strony przełożonych. Dodatkowym punktem zapalnym są grudniowe niedziele handlowe – 7., 14. i 21 grudnia – które znacząco obciążają załogi.
Kaufland apeluje o spokój
Zarząd sieci zapewnia, że regularnie podnosi wynagrodzenia i rozwija system benefitów, a dialog ze stroną związkową nadal trwa. Przedstawiciele firmy deklarują gotowość do kolejnej tury mediacji i przekonują, że nawet w razie protestu sklepy pozostaną otwarte. W tle wisi jednak pytanie – ile jeszcze cierpliwości mają pracownicy, którzy czują, że to nie tylko walka o pieniądze, lecz o elementarny szacunek.