Przedświąteczne zmiany w Biedronce wywołały burzę wśród pracowników

Sieć Biedronka, przygotowując się na grudniowy szczyt zakupowy, ogłosiła wydłużenie godzin otwarcia tuż przed świętami. Dla klientów to ułatwienie, dla wielu pracowników – ogromne napięcie i poczucie bezsilności. Głosy niezadowolenia zbierają się z całej Polski, a związki zawodowe zapowiadają protesty.

Grafik zmieniony w ostatniej chwili – załoga wściekła

Nowe zasady wprowadzono 9 grudnia, kiedy pracownicy już dawno podpisali grafiki bez informacji o zmianach. Sklepy mają być otwarte nawet do godziny 1:00 w nocy, a kolejnego dnia ruszać już o 5:00 rano. To oznacza nie tylko skrócenie odpoczynku, ale i potężne zamieszanie organizacyjne w domach pracowników – zwłaszcza tam, gdzie opieka nad dziećmi czy dojazdy wymagają logistyki. Z relacji wynika, że niektóre sklepy nie mają pełnej obsady, a nadgodziny stają się niepisanym obowiązkiem. „To jest dramat” – mówi jedna z pracownic w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Związki zawodowe reagują – PIP już zawiadomiona

Komisja NSZZ „Solidarność” złożyła oficjalne pismo do Państwowej Inspekcji Pracy, wskazując na chaotyczne zmiany grafików, blokowanie urlopów i ograniczenie prawa do opieki nad dzieckiem. Choć sieć zapewnia, że działa zgodnie z kodeksem pracy i stosuje równoważny system czasu pracy, związkowcy są innego zdania. Zaplanowano już protesty w kilku miastach – pierwsza akcja ma odbyć się w Katowicach. Pracownicy domagają się stabilności i możliwości zaplanowania życia rodzinnego, czego – jak twierdzą – obecna organizacja pracy im nie daje.

Biedronka odpowiada – „nie planujemy nadgodzin”

W rozmowie z Business Insiderem przedstawiciele sieci tłumaczą, że wydłużone godziny otwarcia nie wiążą się z dodatkowymi godzinami pracy ponad normę. Firma twierdzi, że wprowadziła system, w którym osoby zaczynające wcześniej kończą przed zamknięciem, a ci obecni w nocy mają zapewnione przygotowanie sklepu do kolejnego dnia. W wybranych miejscowościach zapewniono nawet transport powrotny. Przedstawiciele Biedronki zapewniają, że pozostają w dialogu ze związkami, choć pismo „Solidarności” z 12 grudnia – jak podkreślają – nie miało charakteru protestu. Tyle że, jak pokazuje rosnące napięcie, dla wielu pracowników słowa te niewiele znaczą, gdy grafik wywraca codzienność do góry nogami.